Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
457 obserwujących 693 notki 3870209 odsłon
Łukasz Warzecha, 5 stycznia 2014 r.

Pijani kierowcy, trzeźwi populiści

 Miałem poczucie déjà vu, gdy czytałem o propozycji Solidarnej Polski (wkrótce powtórzonej przez europosła PiS Janusza Wojciechowskiego), aby pijanym kierowcom odbierać samochody. Jakiś czas temu, również na zasadzie politycznej akcyjności, SP wystąpiła z projektem nowelizacji ustawy o broni i amunicji, zakazującej noszenia niemal wszelkich ostrych narzędzi. Pomysł był absurdalny i nie do wyegzekwowania. Pisałem o nim również na blogu w Salonie24.

I, podobnie jak w przypadku tragedii w Kamieniu Pomorskim i idiotycznej licytacji polityków na pomysły, najbardziej przerażająca nie była ich skłonność do wylewania dziecka z kąpielą i do prześcigania się w populistycznych pseudorozwiązaniach, ale skwapliwość, z jaką wiele osób jest gotowych przystać na skrajne i nierealne regulacje, o ile tylko podlane są sosem dbania o bezpieczeństwo. Wielokrotnie wskazywałem, że ten brak wyczulenia na naturalną dla władzy tendencję do ciągłego ograniczania naszej wolności i narzucania kolejnych regulacji jest niezwykle niebezpieczny.

W przypadku problemu pijanych kierowców dostaliśmy kilka dni wyścigu na kolejne głupawe pomysły, zwieńczone putinowskim w stylu specjalnym spotkanie premiera z kilkoma ministrami, którzy dostali jakiś tam czas na „rozwiązanie problemu”. Piszę „jakiś tam”, bo ten okres nie jest istotny. To i tak czysty piar, a gdy termin będzie upływał, nikt już o tym spotkaniu pamiętał nie będzie.

Zacznę od kilku zastrzeżeń.

Po pierwsze – nie jestem dogmatycznym przeciwnikiem politycznej akcyjności. Ona jest normalnym zjawiskiem, a wręcz potrafi dać dobre rezultaty. Pod warunkiem wszakże, że klasa polityczna jest dojrzała, a przede wszystkim profesjonalna. Wówczas potrafi tak odpowiedzieć na społeczne oczekiwanie, że rozwiązanie jest dobre, skuteczne, ma sens i będzie długo przynosiło korzyści. To niestety, jak łatwo dojrzeć, nie jest polski przypadek.

Po drugie – nie jestem liberałem w kwestii karania w ogóle. Hierarchia celów, jakie ma osiągnąć kara, jest dla mnie konserwatywna: najpierw sprawiedliwa odpłata, potem prewencja generalna (oraz szczególna, w wypadku kierowców pijaków bardzo ważna), na koniec dopiero i niejako przy okazji resocjalizacja.

Tu jednak trzeba zrozumieć, że w przypadku pijanych kierowców (lub kierowców prowadzących po narkotykach – traktuję obie te sytuacje jednakowo, dla uproszczenia pisząc w dalszym ciągu o pijanych kierowcach) mówimy o kilku różnych sprawach w zależności od tego, do jakiego zdarzenia doszło. Czym innym bowiem jest sytuacja, gdy policja zatrzymuje kierowcę pod wpływem alkoholu po raz pierwszy (czym innym jest też stan z 0,3 promila i stan z 2 promilami we krwi), czym innym, gdy zatrzymuje go po raz kolejny, zwłaszcza gdy taki kierowca został wcześniej przez sąd pozbawiony prawa do prowadzenia pojazdów, a całkiem czym innym jest sytuacja, kiedy taki ktoś spowoduje wypadek, zwłaszcza z ofiarami śmiertelnymi.

W tym ostatnim wypadku – tak jak w Kamieniu Pomorskim – mówimy już przede wszystkim o sprawiedliwej odpłacie, a w drugiej dopiero kolejności o prewencji. I tu nie mam żadnych wątpliwości: kara, jaką polski kodeks karny przewiduje za podobne przestępstwo, jest zbyt łagodna z punktu widzenia dobra (ludzkiego życia), jakie zniszczył winowajca.

Problematyczną kwestią jest kwalifikacja takiego przestępstwa. Sprawca z Kamienia ma być oskarżony o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem jest śmierć wielu osób (par. 173 kk), za co grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Gdyby kwalifikacja była inna – zabójstwo, w dodatku w tym wypadku wielu osób jednym czynem (art. 148 par. 3 kk) – kara wynosiłaby minimum 12 lat, 25 lat lub dożywocie. Nie jestem prawnikiem, więc nie orzekam, czy w obecnym stanie prawnym istnieje możliwość zakwalifikowania czynu, jakiego dopuścił się sprawca z Kamienia, jako zabójstwa. Zakładam, że zapewne nie, skoro istnieje osobny artykuł, dotyczący katastrofy w ruchu lądowym, przewidujący znacznie niższy wymiar kary. To jednak nie powód, aby nie zmienić kodeksu karnego, kwalifikując jako zabójstwo (lub zakładając podobny wymiar kary) zabicia człowieka przez pijanego kierowcę. Prawo karne nie zostało nam wręczone na kamiennych tablicach na Górze Synaj.

Tu kolejna uwaga: kodeks kodeksem, ale istnieje jeszcze praktyka orzecznictwa. Jak wskazywano wiele razy w ostatnich dniach, polskie sądy są wyjątkowo pobłażliwe w przypadku kierowców pijaków recydywistów, igrając w ten sposób z bezpieczeństwem publicznym. Sędziom nie można nakazać wydawania określonych wyroków, ale od tego jest kodeks i ustawodawca, który ten kodeks tworzy, aby w pewnych przypadkach wymusić na sądach zmianę orzecznictwa, na przykład poprzez ograniczenie widełek, w których można orzekać karę za określony czyn.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tagi

Tematy w dziale