Kabaret „Komitet Pokojowej Nagrody Nobla” ma zaszczyt przedstawić farsę „O boski Baracku, wielbimy cię!”. Finał – w ratuszu miasta Oslo, 11 grudnia o godz. 13.
Jak było, każdy mógł zobaczyć. Wielbiony przez europejskie liberalne elity (znacznie bardziej niż przez własnych obywateli) postępowy prezydent USA łaskawie do Oslo przybył, łaskawie nagrodę odebrał i łaskawie przez kilkadziesiąt zaledwie godzin – a nie przez trzy dni, jak każe tradycja – zaszczycił swoją obecnością miasto Oslo i gości gali. Pretensje, że był za krótko lub że nie zjadł obiadu z parą królewską są wyjątkowo nietrafione. Norwegowie mają i tak wielkie szczęście, że Obama w ogóle pofatygował się osobiście. Mógł przecież wysłać jakiegoś byłego senatora, jak miał początkowo zamiar zrobić przy okazji polskich obchodów rocznicy wybuchu wojny we wrześniu.
Obserwacja uroczystości prowadzi do dwóch niezmiernie interesujących wniosków. Pierwszy – czysto subiektywny – jest taki, że Obama kocha sam siebie i przynajmniej ta miłość jest odwzajemniona. Ten wątek pojawia się zresztą w komentarzach i analizach już od czasów prowadzonej przez niego kampanii prezydenckiej, ale przy okazji spiczu w ratuszu w Oslo rzuciło mi się to jakoś wyjątkowo w oczy. Jego przemówienie, w większości wypełnione banalnymi frazesami o pokoju, było co jakiś przerywane charakterystycznym spojrzeniem, z lekko uniesioną brodą, jakby pan prezydent lustrował widownię, czy wszyscy na niej wy-starczająco go podziwiają.
Owszem, Obama jest zdolnym mówcą. Polscy politycy musieliby długo ćwiczyć, żeby osiągnąć taką klasę. Jednak zbyt przejął się swoim nadmiernie szybko osiągniętym statusem politycznego celebryty i to może go zgubić. Celebryta wierzy bowiem, że wystarczy, aby się pokazał, zrobił jedną ze swoich min, a już wszyscy będą go kochać. To się nawet sprawdza w polskiej zrytualizowanej polityce, która w 90 procentach sprowadza się właśnie do marnego przedstawienia, jednak polityka amerykańska, mimo swojej teatralizacji, jest wciąż bardziej merytoryczna. Obama, ze swoimi dołującymi sondażami (w obecnym momencie kadencji pobił już rekord niepopularności, prześcigając w niej również George’a W. Busha), musi dziś przeżywać szok. Jak to? Przecież to wciąż ja, wasz ukochany Obama, a wy mnie już nie wielbi-cie? Przypomina to trochę sytuację, gdy w Polsce media od czasu do czasu zwijają parasol ochronny nad Platformą i jej liderem, jak to było choćby w początkowym okresie afery hazar-dowej. Irytacja, jaką wyraża wówczas oblicze premiera Tuska, każe podejrzewać, że targa nim podobne uczucie zawodu i frustracji.
No cóż, przynajmniej w Europie, a w każdym razie w jej zachodniej części może Obama nadal czuć się dostatecznie uwielbiany.
Tu jednak dochodzimy do drugiego punktu – nie wiadomo, jak długo jeszcze to uwiel-bienie potrwa. Przysłuchując się bowiem uważnie przemówieniu prezydenta USA można było z niego wyczytać, ni mniej ni więcej, że pokój, owszem, jest piękną sprawą, dyplomacja także, ale jeśli ktoś podskoczy Ameryce, to Ameryka odwinie mu się tak, że się nogami nakryje i ino będzie kwiczał. Było to oświadczenie oczywiście ubrane w różne chwyty retoryczne, ale do tego się z grubsza sprowadzało.
Nie jest to w najmniejszym stopniu zaskakujące dla realistów, którzy wiedzieli, że „me-sjasz” Obama nie będzie w stanie odejść od jednej z najważniejszych reguł amerykańskiej polityki zagranicznej: idee są wspaniałe, dopóki nie wchodzą w konflikt z interesem i bezpie-czeństwem narodowym USA. A jeśli ten jest poważnie zagrożony, to nie ma zmiłuj. Lotni-skowce i oddziały Piechoty Morskiej są gotowe do drogi. Symbolem niemożności odejścia od linii, wytyczonej nawet przez poprzednika – skrajnego przecież pod wieloma względami – jest los więzienia w Guantanamo i jego pensjonariuszy, w tym blankietowa amnestia, jakiej Oba-ma udzielił funkcjonariuszom CIA, którzy mogli łamać prawo. Była to decyzja, która wywołała święte oburzenie sprzyjających Obamie radykalnych lewicowców.
Różnica pomiędzy obecną a poprzednią administracją jest taka, że ta jest znacznie bar-dziej bezwzględnie pragmatyczna, ponieważ jej ideowa podbudowa jest znacznie wątlejsza. Opiera się bowiem na stosunkowo nowych liberalnych ideach, a nie starych, amerykańskich ideałach wolności. Wygląda więc na to, że wielu, którzy cieszyli się z przyznania Obamie po-kojowego Nobla, musi dzisiaj zadawać sobie pytanie, czy nie lepiej było jednak nagrodzić Ala Gore’a za heroiczną walkę z globalnym ociepleniem.
***
Tego samego dnia, gdy Obama odbierał swojego Nobla, w Warszawie swojego grand-pressa odbierał Tomasz Lis. Pomiędzy tymi dwoma wydarzenia i nagrodami pojawia się za-skakujące podobieństwo. Obie nagrody mają obecnie podobny prestiż ze względu na to, kogo nimi właśnie nagrodzono. I w obu przypadkach uzasadnienie jest równie komiczne. Nagra-dzanie Obamy za tworzenie „atmosfery” jest mniej więcej tak samo zasadne, jak nagradzanie Lisa za trzymanie wysokich standardów etycznych. Zwłaszcza po jego ostatnim programie, w którym rozegrał prywatną wojenkę z bulwarówkami, posiłkując się jako niezależnym ekspertem własnym adwokatem. To zresztą tylko ostatni punkt w jego bogatym katalogu etycznych czynów dziennikarskich. Gdyby się chcieć oburzać, można by zażądać zmiany nazwy „Grand Press” na „Granda Press”, ale oburzanie się nie ma sensu. Można się tylko pośmiać.
Kabaret "Komitet noblowski" ma zaszczyt przedstawić...
-
Łukasz Warzecha
Po ostatnim akapicie już żałuję, że nie oglądałem ostatniego programu Lisa. Kurczę, właściwie co ja jeszcze oglądam w telewizji ?!
-
Autor
To, że Obama prowadzi dwie wojny to pikuś.
Otóż Obama ma w głosowaniach (jeszcze jako parlamentarzysta) 100% zgodności z tak zwanym pro-choice, czyli po prostu jest aborcjonistą-fanatykiem.
Między innym Obama głosował przeciw ratowaniu dzieci, którym udało się przeżyć "aborcję podczas porodu".
O co chodzi? W USA dokonywano aborcji na dzieciach, które się rodziły (ponieważ jeszcze się nie urodziły, nie miały ludzkich praw). Niektóre dzieci to przeżywały, ale miały jakieś uszkodzenia. Powstawał problem prawny. Urodzeni to już ludzie. Czy w związku z tym lekarz powinien przystąpić do ratowania tego, kogo przed chwilą usiłował zabić?
Makabryczna to sprawa. Wstrząsa normalnym człowiekiem.
Jednak noblista Obama bez zmrużenia okiem zagłosował NIE RATOWAĆ
Pozdrawiam
-
ŁW
Taka spektakularna kompromitacja się temu lewackiemu gronu bardzo przyda.
Co do Lisa, to faktycznie dobra analogia do Obamy, podobne lewackie grono go wybrało, chyba tylko lewaków to rusza, a i tak pewnie niewielu.
Pozdrowienia
-
@autor - hahahahahahaha
to jako odzew na ostatnie zdanie pana tekstu. Pod cala reszta podpisuje sie oburecznie.
-
Obama - Gorbaczow USA
Michaił Siergiejewicz, kolega Obamy "pa nobielskoj premii", już przetarł drogę tegorocznemu laureatowi, kiedy w niecały miesiąc po fecie wytoczył czołgi na ulice Wilna.
-
@bufon
[i]Po ostatnim akapicie już żałuję, że nie oglądałem ostatniego programu Lisa. Kurczę, właściwie co ja jeszcze oglądam w telewizji ?![/i]
Nic straconego:
[a="http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/tomasz-lis-na-zywo/wideo/rozmowa-z-a-kwasniewskim-i-sprawa-r-polanskiego-07122009"]TLnŻ 07.12.09[/a]
-
@ Autor
Pewnie Pan zauważył ca łą hipokryzję elit " yntelektualnych starej Europy"? Wczorajsza transmisja z Oslo pokazała tych nadętych lewackich bufonów, którzy jakoś nie zdobyli sie na protest wobec podjęcia przez Obamę decyzji o zwiększeniu kontyngentu wojskowego w Afganistanie.Wyobrażam sobie jaki jazgot podniesliby lewaccy " yntelektualiści w Europie", gdyby taka decyzje podjął Bush.A tu, nie dość, że daje się Nobla na zachętę, to Obama w " imię pokoju" wysyła kilkadziesiąt tysięcy więcej wojsk, a do tego dzwoni mdo takiego Tuska i dostaje 600, / Litwa dała 20 zołnierzy i dośc!/ i tak zebrał jeszcze 10 000.
Uwaga o pozerstwie Obamy trafna, rozbawiło mnie notoryczne ustawianie profilu z uniesiona brodą do obiektywu kamery.Ostatnio takie zdjęcie widziałem na filmie z otwarcia Olimpiady w Berlinie w 1936 roku, ale tram tak profil z uniesioną brodą, zapatrzony hen w przyszłość, niedostępna dla zwykłych ludzi, prezentował Adolf.
No, ale czego wymagać od lewaka?
-
@All
Mnie już nic nie dziwi (czy to znaczy, że pora umierać?). Lewactwo przecież od zawsze wyróżniało się właściwie jednym: bezbrzeżną wprost hipokryzją. Książkowym przykładem tej hipokryzji zawsze była "walka o pokój"
W imię tej walki komuchy na całym świecie wymordowały ponad 100 mln ludzi. W imię tej walki Obama wysyła wojska do Afganistanu. W imię, w istocie takiej samej walki (o miłość, zaufanie, demokrację), Donek podsłuchuje, inwigiluje, łże, "dorzyna watahy", lży ("moherowa koalicja"). A Lisek-chytrusek w imię walki o obiektywizm i podwyższanie standardów dziennikarskich prezentuje z reguły tylko racje jednej strony sporu, sam zajmuje stanowisko (zawsze "właściwe") i autokarami zwozi do studia bydło o mentalności najprymitywniejszych kiboli.
Różnicę między nimi a "oszołomami", "rasistami", "ksenofobami", "kowbojami z Teksasu" czy "pisowskimi dziennikarzami" czyni tylko semantyka. Nazywaj wojnę walką o pokój, nienawiść - miłością, zamordyzm - demokracją, totalną stronniczość i zakłamanie - obiektywizmem, a motłoch (czytaj: wykształciuchy lub do tego miana aspirujący) pokochają cię miłością bezgraniczną. I ślepą.
-
red. Warzecha
Dobrze, że to Pan nie dostał nagrody za trzymanie standardów etycznych (ani merytorycznych). To dopiero byłyby jaja.
-
@Chevalier
Towarzyszu, bardzo Wam do twarzy z rolą esesmana na rampie.
-
P.Łukasz Warzecha
"...można by zażądać zmiany nazwy „Grand Press” na „Granda Press”, ale oburzanie się nie ma sensu.
Można się tylko pośmiać..."
Tak, można się z tego tylko pośmiać !
Pozdrawiam Pana
-
@Łukasz Warzecha
"Tu jednak dochodzimy do drugiego punktu – nie wiadomo, jak długo jeszcze to uwiel-bienie potrwa."
A może 26 stycznia 2010 roku, na który to dzień sędzia
Dawid Carter wyznaczył termin okazania przez Obamę aktu urodzenia w celu udowodnienia prawa do pełnienia funkcji prezydenta USA, będzie tym dniem przełomu?
Pojawiały się w sieci takie opinie, że dlatego dopuszczono do takiego przeoczenia jak miejsce urodzin Obamy, aby mogła go zastąpić Hillary Clinton.
A nagroda Nobla na otarcie łez.
-
może za rok...
panie redaktorze, może za rok!
-
Czy Obama sam pisze sobie przemówienia?
Panie Łukaszu, pisze Pan, że "w przemówieniu prezydenta USA można było wyczytać, ni mniej ni więcej, że pokój, owszem, jest piękną sprawą, dyplomacja także, ale jeśli ktoś podskoczy Ameryce, to Ameryka odwinie mu się tak, że się nogami nakryje i ino będzie kwiczał".
Mam pytanie, czy nie widać w takim podejściu wpływu jego głównego doradcy, którego narodowości nie wymienię, bo przecież nie ma to znaczenia?
Pozdrawiam
-
@xiazeluka
he he dla konia miałbym raczej rolę kapo, tymi zwykle bywali kryminaliści i ta rola bardziej koniowi pasuje.
Esesmani to przecież aryjczycy i w obozach należeli do arystokracji. Koniowi za to co wypisuje tutaj na S24, zaden przywilej, nawet wątpliwy, się nie należy.
Berlusconi tow. Schultzowi także proponował w swoim filmie rolę kapo a przecież to podobno rodowity Niemiec. Z drugiej strony przed wyłysieniem był rudy a ci chociaż byli Niemcami do aryjczyków nie byli zaliczani.
-
autor - nie łożył pan na nagrodę, ale jednak panu żal?
Czemuż to?
Nobel jest zupełnie prywatną nagrodą, ustanowioną za prywatne pieniądze, rządzącą się swoimi własnymi prawami.
Ani rządy ani dziennikarze z innych krajów do nagrody się nie dokładają.
Najwyraźniej jednak niektórym żal....
Nie ich sprawa, ale...
Zaś co do "w obecnym momencie kadencji pobił już rekord niepopularności, prześcigając w niej również George’a W. Busha"
Można prosić o przykłady?
Przedwczorajsze badania jeszcze dawały Obamie 46% poparcie - najniższe w tym roku, podczas gdy G.W. Bush najniższe swoje - poniżej 26% zanotował w listopadzie roku 2008...
Czyżby to nagle 46 było liczbą mniejszą od 26?
Piszę w lubczasopismach
-
23.05.2012 01:22
-
14.05.2012 13:57
-
13.05.2012 23:08
-
13.05.2012 23:08
Ostatnie notki
-
Mój apel do posła Niesiołowskiego
Panie pośle Niesiołowski Ogromnie mnie Pan zawiódł i rozczarował. Pańska postawa jest dla mnie...
13.05.2012 21:11 165 -
Pomyśl samodzielnie, pomyśl spokojnie
Zaraz po 10 kwietnia 2010 roku dotarły do mnie trzy rzeczy. Pierwsza – że katastrofa będzie dzielić historię...
10.04.2012 11:49 359 -
Policjo, na mnie już nie licz
Dwie historie z ostatnich dni. Historia pierwsza. Celebrytka i serialowa aktoreczka wraz z dziennikarzem TVN Turbo...
21.03.2012 17:07 253
Moje ostatnie komentarze
-
Hm, gloryfikowałem Stefana kiedykolwiek? Może Pani przypomnieć, gdzie i jak?H
13.05.2012 23:49
-
Tu się z Panem kompletnie nie zgodzę. Ludzkie losy chodzą różnymi drogami. Można na dobrą...
13.05.2012 23:44
-
To Pan jest nie na bieżąco. Nie wpadła Panu w ręce najnowsza książka Wierzbickiego "Ta...
13.05.2012 22:11
-
http://www.youtube.com/watch?v=xpYjVEyhyjA&feature=youtube_gdata_player Tu ma Pan oryginał....
10.04.2012 19:29
-
Wziął Pan wypowiedź Kopaczowej ze stenogramu. Stenogram został zmieniony w stosunku do...
10.04.2012 19:24
Najpopularniejsze notki
-
Pomyśl samodzielnie, pomyśl spokojnie
komentarze: 359
-
Policjo, na mnie już nie licz
komentarze: 253
-
Mój apel do posła Niesiołowskiego
komentarze: 165
-
Cztery wątki katastrofy
komentarze: 138
-
Kto ma problem z rozumieniem demokracji?
komentarze: 46
Aktywne dyskusje
-
Mój apel do posła Niesiołowskiego
komentarze: 165ostatnio: MARKOWA
-
Pomyśl samodzielnie, pomyśl spokojnie
komentarze: 359ostatnio: BAZYL
-
Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?
komentarze: 290ostatnio: ZDZISLAWA
-
Policjo, na mnie już nie licz
komentarze: 253ostatnio: WIKAT
-
Kto ma problem z rozumieniem demokracji?
komentarze: 46ostatnio: LUCF
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Antoni Dudek 109 652
- Fakt - Opinie 189 58
- Free Your Mind 1435 61474
- Grim Sfirkow 453 6680
- Jacek Korabita Kowalski 356 642
- kataryna 334 4816
- Kot z Cheshire 190 1893
- Marek Magierowski 15 0
- Miroslaw Barszcz 0 35
- Tomasz P. Terlikowski 458 1468


