Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
457 obserwujących 693 notki 3870209 odsłon
Łukasz Warzecha, 22 maja 2009 r.

„Dziennik” demaskuje Katarynę

„Dziennik” zrobił rzecz bezprecedensową, ujawniając tożsamość Kataryny. Piszę „ujawniając”, ponieważ dane, jakie znalazły się w tekście na Dziennik.pl (a pewnie i w jego papierowym wydaniu), umożliwiają zorientowanym ustalenie, o kogo chodzi, bez większego trudu.
Mam w tej sprawie uczucia do pewnego stopnia ambiwalentne. Z jednej strony sam wyrażałem mocno krytyczną opinię w kwestii anonimowych wypowiedzi w sieci. Mam za sobą ciężkie przeprawy ze skrajnie chamskimi anonimowymi indywiduami, obrzucającymi mnie swego czasu obelgami w Salonie24. Gdy Kataryna została przez Igora Janke umieszczona wśród „czerwonych” blogerów, byłem jednym z protestujących. Wszystko to prawda. Z czasem jednak moja opinia uległa pewnej modyfikacji.
Uważam po prostu, że rzeczywistość, w tym także medialno-informacyjna i opiniowa, się zmienia i trzeba to zaakceptować. Internet z zasady jest anonimowy, ale anonim anonimowi nierówny. Od setek tysięcy prymitywnych, anonimowych obelg trzeba odróżnić anonimowe opinie, czasem krytyczne, ale dobrze uargumentowane i rozsądne. Czasem zresztą, przynajmniej z mojego punktu widzenia, znajomość tożsamości osoby nic nie zmienia. Kłamca Azrael zarzucił mi swego czasu, że program w TV Puls dostałem za sprawą jakichś nieokreślonych „układów”. Przyciśnięty, nie potrafił powiedzieć, jakie to miały być układy. Nic dziwnego, skoro żadnych układów nie było. Co by zmieniło, gdyby zamiast nickiem „Azrael”, podpisał się pod swoimi wypocinami jako „Zenek Pimptuliński”? Nic. Można oczywiście wytoczyć proces, tylko po co?
Patrząc z perspektywy mojego blogowego doświadczenia stwierdzam, że nie robi mi już dziś większej różnicy, czy moje wpisy komentują anonimowi internauci czy ci, podpisujący się imieniem i nazwiskiem. Różnica jest może tylko taka, że ci pierwsi, zwłaszcza przypadkowi i przeze mnie nie kojarzeni, wypisują częściej kompletne bzdury na mój temat. Ale wtedy rzecz jest prosta: kasujemy wpis i po sprawie.
Teoretycznie jednak zarzutów, jakie postawił „Dziennik”, nie można uznać za bzdurne. Problem anonimowości jest i co do tego nie ma wątpliwości. Choć nie ze wszystkim można się zgodzić bez zastrzeżeń. Autorzy piszą m.in., że Kataryna rości sobie prawo do moralizowania i oceniania tekstów dziennikarzy, którzy odpowiadają za nie personalnie, podczas gdy ona za swoje teksty – nie. Tak się jednak składa, że 99 procent opinii o naszych tekstach, które docierają do nas także z nazwiskiem ich autora, to opinie w gruncie rzeczy anonimowe. Niemal każdy raport działu łączności z czytelnikami, jaki dostaję codziennie, zawiera jakieś oceny moich tekstów, często z danymi autora. I co z tego? Odbiorca jest z natury anonimowy w tym sensie, że jego nazwisko nic nam, dziennikarzom, nie mówi, bo co nie odbiera mu oczywiście prawa do krytyki.Czy mam pozywać każdego, kto dzwoni do „Faktu” tylko po to, żeby podzielić się oceną, że Warzecha to kretyn i do zbierania złomu się nawet nie nadaje? Opinie Kataryny wobec takich stwierdzeń to całkiem inny świat. Z tego punktu widzenia, zdaniem „Dziennika”, „winą” Kataryny ma być to, że stała się popularna, a więc jej oceny przyjmuje i odbiera znacznie więcej osób niż pierwszego z brzegu anonima. Argument ewidentnie bzdurny. Czy autor opinii ma odpowiadać za to, ile osób je podziela?Owszem, powinno to na niego nakładać większą odpowiedzialność za słowo, ale czy ma zmuszać do ujawniania się?
Więcej sensu ma postawienie pytania, czy wiarygodna jest osoba, która w ramach jednej swojej tożsamości krytykuje jakieś sprawy, a w ramach drugiej – w nich czynnie uczestniczy (casus TVP Kwiatkowskiego).Tu mam wątpliwości, a przypominam, że sami internauci wiele razy pisali także na moim blogu, że taka niespójność budzi ich opór. Ja natomiast wiele razy powtarzałem, że to zrozumiałe zastrzeżenie, ale też logika i słuszność danej opinii jest niezależna od okoliczności, w jakich zostaje wygłoszona oraz od tego, kto ją wygłasza.
Jednak w całej sprawie ogromne wątpliwości budzą okoliczności, w jakich „Dziennik” publikuje swoje ustalenia oraz sposób, w jaki to robi.W tekście pojawiają się sformułowania kompletnie idiotyczne, jak choćby to, że Kataryna zaczęła „panicznie unikać telefonów”. Ciekawe, na czym polega paniczne unikanie telefonów w odróżnieniu od spokojnego ich unikania. Ale o to trzeba by już spytać autorów tekstu. Podobnie jak o to, skąd wiedzą, że Kataryna przerwała połączenie telefoniczne „wystraszona”. Mieli podgląd na jej pokój? To takie upiększenia w stylu charakterystycznym dla „Gazety Wyborczej”, tyle że wplecione w tekst w znacznie prymitywniejszy sposób.
Znacznie poważniejsza jest sama istota artykułu. Na wstępie czytamy, że „Dziennik” mocno zapewniał Katarynę, że bez jej zgody nie ujawni jej tożsamości, po czym następuje opis, z którego – jako się rzekło – każda w miarę zorientowana osoba może bez trudu wysnuć, kim Kataryna jest. Jeśli tak ma wyglądać dotrzymywanie obietnicy, to wypada gorąco kolegom z „Dziennika” pogratulować słowności.
Dalej mamy wątek zemsty.Inaczej ująć tego nie sposób. To zemsta za krytykę Kataryny pod adresem dziennikarzy, a pewnie „Dziennika” w szczególności. Skoro ty w nas tyle razy waliłaś, to my ci teraz zrobimy kuku.
Nie będę pisał o innych hipotezach, które pojawiły się już w Salonie24 – o łączeniu artykułu ze sprawą Czumów albo o tym, czy sprawa wyszła od służb (te akurat nie miałyby problemu ze zidentyfikowaniem anonimowej blogerki), bo w tej sprawie nie mam żadnej wiedzy ani tym bardziej dowodów. Dość, że przy wszystkich moich zastrzeżeniach wobec wirtualnej rzeczywistości i panujących w niej zasad, wybitnie nie podoba mi się, co zrobił „Dziennik”.Chciałbym, żeby tu, w Salonie24, było jasne, że działania jego redakcji idą wyłącznie na jej rachunek i że ocenianie ich w kategoriach odpowiedzialności zbiorowej wszystkich lub większości środowiska dziennikarskiego byłoby wybitnie nie fair.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tagi

Tematy w dziale